Mały piesek rozszarpany przez wilczura na oczach właścicielki

Właściciele malutkiego Fikusia stracili ukochanego, czworonożnego przyjaciela. Kara dla posiadaczki wilczura? Jedynie mandat.
wilczur
Fot. zs84.pl Wilczury mogą być bardzo agresywne.

Państwo W. są starszym małżeństwem, mieszkają na osiedlu Wyględówek w Pruszkowie. Od sześciu lat byli posiadaczami małego maltańczyka Fikusia. To był ich ukochany przyjaciel. Opiekowali się nim, bawili i wychodzili na spacery, zawsze na smyczy. Do brutalnego incydentu doszło sierpniowym rankiem.

– Ledwie zamknęłam drzwi na klatkę, nawet nie zdążyliśmy wyjść przed blok, gdy na mojego psa z wściekłością rzucił się ogromny wilczur. Próbowałam bronić Fikusia, odganiać tę bestię, na próżno. Wilczur dosłownie rozszarpał mojego psa na kawałki, nie można było go już uratować – opowiada ze łzami w oczach właścicielka Fikusia. Jej sąsiedzi, gdy zobaczyli walkę psów wezwali straż miejską.

Okazało się, że malutki maltańczyk nie był pierwszą ofiarą agresywnego wilczura. Dlaczego więc biega wolno po osiedlu bez żadnych zabezpieczeń? Opowiada sąsiadka właścicielki maltańczyka: – Posiadaczka wilczura mieszka nieopodal, w domu jednorodzinnym. Tłumaczy, że pies sam podkopuje się pod ogrodzeniem i ucieka. Moim zdaniem to skandal, że została ukarana jedynie mandatem w wysokości 500 zł. Przecież nie wiadomo, czy za moment ten pies znów nie wyskoczy i nie zaatakuje, tym razem człowieka – mówi zbulwersowana.

Właściciele maltańczyka mogli sądownie domagać się odszkodowania za jego zagryzienie. Nie zdecydowali się jednak na taki krok. – Proszę spojrzeć, do tej pory mam siniaki na kolanach po walce z tym bydlęciem. To jest trauma na całe życie, ale ja nie mam siły chodzić się po sądach. Obawiam się tylko, że do podobnej tragedii może dojść po raz kolejny. Dlatego proszę – zaapelujcie do ludzi, żeby agresywne psy trzymali wyłącznie na smyczy i w kagańcach. Oby nikomu już więcej nie przytrafiło się to, co nam – mówi.

Niestety, takich przypadków, jak ten który miał miejsce w Pruszkowie jest więcej. Miesiąc temu, na Pomorzu agresywny pies zaatakował małego ratlerka, gdy szedł z właścicielką na smyczy. On również został rozszarpany na śmierć. Więcej szczęścia miał mały yorkshier terrier Roki z Łomianek. Jego właściciela kilka tygodni temu zaatakował wolno biegający, agresywny mieszaniec, podobny do dalmatyńczyka, pokiereszował mu twarz pazurami i zranił. Roki widząc całe zdarzenie zerwał się ze smyczy i uciekł. Zrozpaczeni właściciele kilka godzin szukali swojego pupila. Na szczęście ta historia zakończyła się happy endem, ponieważ mały Rocky sam wrócił do domu.

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterest