Wypadek Steczkowskiej pod Żyrardowem. Menadżer: jestem pewny, że to mi sąd przyzna rację

Znana piosenkarka Justyna Steczkowska miała wypadek samochodowy na drodze wojewódzkiej nr 719 pod Żyrardowem – poinformował lokalny portal internetowy eglos.pl. W zdarzeniu nikt nie ucierpiał.
Wypadek Justyny Steczkowskiej pod Żyrardowem
Fot. Paweł Deska. Facebok/Justyna Steczkowska Następnego dnia po zdarzeniu artystka wzięła udział w koncercie w Lubawie.

Do zdarzenia doszło w piątek 8 lipca, około godz. 18.30, na drodze wojewódzkiej nr 719 w miejscowości Bednary (gm. Puszcza Mariańska). Według oficer prasowej Komendy Powiatowej Policji w Żyrardowie asp. Agnieszki Ciereszko cytowanej przez portal eglos.pl, ze wstępnych ustaleń mundurowych wynika, że seicento wyprzedzało kolumnę pojazdów. Gdy auto wyprzedzało ostatni pojazd, a był nim lexus, ten nagle zaczął skręcać w lewo i zepchnął fiata do rowu. Lexusa prowadził menadżer Justyny Steczkowskiej Łukasz Wojtanowski. Fiat z trójką pasażerów w wieku nieco ponad 20 lat, którzy wracali z pracy, wylądował w rowie. Zdaniem kierowcy seicento, Justyna Steczkowska podróżująca na siedzeniu pasażera, nie była zainteresowana tym, co się wokół dzieje. Natomiast jej menadżer nie posiadał przy sobie dokumentów potwierdzających uprawnienia do poruszania się po drogach.

Zupełnie inaczej piątkowy przebieg zdarzeń przedstawia Łukasz Wojtanowski. W rozmowie z nami potwierdził, że prowadził auto, a obok siedziała Steczkowska. – Jechałem z prędkością 20-30 km na godzinę na prostej drodze. Gdy zamierzałem skręcić w lewo, zwolniłem, włączyłem kierunkowskaz. Za mną były dwa, trzy samochody, a za nimi jechał rozpędzony fiat seicento, który chciał nas wszystkich jednocześnie wyminąć. Nie wziął jednak pod uwagę faktu, że skoro wszystkie samochody hamują, to coś się musi dziać, a ja właśnie w tym momencie skręcałem w lewo – opowiada Wojtanowski. Twierdzi, że rozpędzone seicento zobaczył w lusterku w ostatniej chwili, wcześniej nie miał takiej możliwości. – On wyskoczył zza samochodu, rozpoczął manewr wyprzedzania, bardzo mocno zbliżył się do nas, uderzył w mój bok, odbił się i wpadł do rowu. Całe szczęście, że zatrzymał się na moim samochodzie, ponieważ to mogłoby skończyć się różnie – dodaje.

Wojtanowski zdecydowanie zaprzecza, że siedząca obok niego Steczkowska w ogóle nie zainteresowała się całym zdarzeniem. – Justyna była w szoku. Poprosiłem ją, żeby została w samochodzie i w pierwszej kolejności podszedłem do fiata, żeby zobaczyć co się dzieje. Znajdujące się w nim osoby były przytomne, wszystko było w porządku, nikomu nic się nie stało – mówi.

Na miejsce zostały wezwane służby ratunkowe: pogotowie, policja, straż pożarna. Nikt nie został ukarany mandatem, ponieważ o ewentualnej winie rozstrzygnie sąd. – Zarówno ja mogłem skręcać, jak i tamten pan mógł wyprzedzać, panowie policjanci nie byli w stanie tego rozstrzygnąć. Natomiast ja jestem przekonany o tym, że podczas rozprawy w sądzie bardzo szybko zostanie przyznana mi racja, ponieważ oczywiste jest to, że samochód, który jedzie za nami musi uważać, tym bardziej, że ja wykonałem wszystkie manewry prawidłowo – uważa Wojtanowski. Potwierdza, że w momencie zdarzenia nie posiadała dokumentów uprawniających do prowadzenia pojazdu, natomiast jest w stanie je zweryfikować „w ciągu sekundy”.

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterest