Fałszywe alarmy bombowe w szkołach to sprawka międzynarodowej grupy?

Policjanci pracują nad ustaleniem sprawców wywołania fałszywych alarmów bombowych w szkołach, w których odbywają się matury. Tymczasem jak poinformowało RMF FM, w tę sprawę może być zaangażowana międzynarodowa grupa.
alarmy-bombowe-matura
Fot. Ochotnicza Straż Pożarna w Mszczonowie. W akcję związaną z fałszywymi alarmami zaangażowano straż pożarną i policję.

We wtorek, 7 maja uczniowie szkół ponadgimnazjalnych przystąpili do egzaminu maturalnego z matematyki. W wielu placówkach rozpoczęły się one z opóźnieniem, a to ze względu na informacje o rzekomo podłożonych ładunkach wybuchowych. W sumie do szkół na terenie całego kraju wpłynęło ponad 600 maili, których autorzy ostrzegają o niebezpieczeństwie. Tak też było w naszym regionie. Informacje o podłożonych bombach otrzymały m.in. szkoły w Warszawie, Pruszkowie, Grodzisku Mazowieckim, Piastowie, Brwinowie, Mszczonowie, Piasecznie. Policja już kilka dni temu informowała różne urzędy i instytucje, a także placówki oświatowe, że w tym tygodniu może wystąpić seria fałszywych alarmów, których celem jest sparaliżowanie przebiegu egzaminu maturalnego. Funkcjonariusze apelowali do dyrekcji szkół o zachowanie rezerwy i spokoju w takiej sytuacji, niemniej o każdorazowe zgłaszanie tego faktu jednostce policji. Tymczasem, jak poinformowało RMF FM, w sprawę wysyłania maili o bombach może być zaangażowana międzynarodowa grupa.

Mundurowi zapewniają, że każdy sygnał o alarmie został szczegółowo i skrupulatnie sprawdzony, a w szkołach przeprowadzone zostały kontrole pirotechniczne. Policjanci Centralnego Biura Śledczego Policji (CBŚP) uznali przesłane informacje o zagrożeniach za mało wiarygodne, niewymagające ewakuacji – wszystkie alarmy okazały się fałszywe. Ostateczne decyzje dotyczące ewakuacji podejmuje jednak zawsze administrator obiektu.

Równoległe z prowadzonymi działaniami prewencyjnymi i czynnościami sprawdzającymi, specjalna grupa ustala sprawców fałszywych alarmów. Policja pozostaje w stałym kontakcie z Centralną Komisją Egzaminacyjną, a komendant główny na bieżąco informuje ministra spraw wewnętrznych i administracji o podejmowanych działaniach.

Mundurowi przypominają jednocześnie, że kto wiedząc, że zagrożenie nie istnieje, zawiadamia o zdarzeniu, które zagraża życiu lub zdrowiu wielu osób podlega karze pozbawienia wolności od sześciu miesięcy do lat ośmiu. Anonimowy telefon o podłożeniu ładunków wybuchowych uruchamia całą lawinę działań policji i innych służb zaangażowanych w zabezpieczenie miejsca rzekomego podłożenia ładunku. Autorzy takich głupich żartów są jednak identyfikowani i pociągani do odpowiedzialności karnej. Oprócz tego, sprawcy muszą się liczyć także z odpowiedzialnością cywilnoprawną, możliwością obciążenia kosztami przeprowadzonej akcji, czy np. odszkodowaniami za straty spowodowane wstrzymaniem działalności danej instytucji.

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterest