Tagi: Tomasz Krawczyński

W Pruszkowie nie będzie lodowiska. „To jakiś absurd”, „żenada”, „wstyd”

Mimo że lodowisko na terenie Międzyszkolnego Ośrodka Sportowego (MOS) przy ul. Gomulińskiego w Pruszkowie już było rozstawione, to jednak łyżwiarze na nim nie pojeżdżą. Powód? Protesty mieszkańców okolicznych posesji.
lodowisko-pruszkow-2017
Fot. ferobanjo/pixabay.com. W tym roku mieszkańcy Pruszkowa na łyżwach nie pojeżdżą.

Pruszkowskie lodowisko co roku jest uruchamiane na terenie Międzyszkolnego Ośrodka Sportowego przy ul. Gomulińskiego, instytucję zarządzaną przez powiat. Wśród mieszkańców, zwłaszcza dzieci i młodzieży, zawsze cieszyło się sporą popularnością. Z bezpłatnej ślizgawki rano mogły korzystać grupy zorganizowane, a w godzinach popołudniowych była ona oblegana przez pozostałych miłośników zimowych sportów. Tak też miało być i w tym sezonie. Lodowisko zostało już rozstawione i wydawać by się mogło, że łyżwiarze pierwsze dni nowego roku będą mogli powitać szusując po tafli. Nic z tego. Lodowiska w Pruszkowie nie będzie. Powodem są protesty mieszkańców posesji ul. Jastrzębiej sąsiadujących z obiektem MOS. Chodzi o zbyt głośną, ich zdaniem, pracę agregatów.

– Faktycznie, w tym roku lodowiska nie będzie ze względu na skargę sąsiadów z ul. Jastrzębiej – potwierdza dyrektor pruszkowskiego ośrodka Tomasz Krawczyński. – Przyjechała komisja z Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska, która stwierdziła, że hałas jest rzeczywiście przekroczony – dodaje. Na pytanie, czy lodowiska nie można było zorganizować w innym miejscu Krawczyński odpowiada: – Ja na swoim terenie już nie mam miejsca, a czy można je rozstawić gdzie indziej to już pytanie do władz powiatu i miasta.

– To jakiś kosmiczny absurd i żenada. Niemal w każdej miejscowości naszego regionu lodowiska funkcjonują, i to już od dłuższego czasu, a u nas jak zwykle – nie da się – komentuje z goryczą Dawid, uczeń jednego z pruszkowskich gimnazjów. To właśnie on i jego koledzy w styczniu ubiegłego roku zwrócili się z prośbą do naszej redakcji o to, abyśmy spytali w starostwie, czy istnieje możliwość przedłużenia pracy ślizgawki. Przekonywali wówczas, że to jedna z niewielu atrakcji dla młodzieży w Pruszkowie. Popiera go mama, pani Małgorzata. – Wstyd, że w 60-tysięcznym mieście nie można wygospodarować kilkumetrowej powierzchni na zorganizowanie lodowiska dla dzieciaków– mówi.

Pozostaje jeszcze pytanie, po co w ogóle lodowisko było rozkładane, skoro nie można z niego korzystać? I kto za to zapłaci? – Rozstawienie lodowiska było warunkiem koniecznym do tego, żeby sprawdzić poziom hałasu – tłumaczy dyrektor Krawczyński. A kto poniósł koszty tej absurdalnej decyzji? To już pytanie retoryczne.

Mieszkańcom Pruszkowa nie pozostaje nic innego, jak skorzystać z lodowisk funkcjonujących w sąsiednich miastach. Udało się je zorganizować w dużo mniejszych miejscowościach, choćby w Piastowie, Brwinowie, czy Michałowicach.