Dwumiesięczny Olaf mógł być maltretowany, trafił do szpitala z poważnymi obrażeniami. Sześć lat wcześniej ciężko ranny był jego brat

Dwumiesięczny Olaf trafił do warszawskiego szpitala z obrażeniami, które – zdaniem lekarzy – mogły wskazywać na potrząsanie lub podduszenie. Wkrótce okazało się, że sześć lat wcześniej w tej samej rodzinie doszło do podobnie dramatycznej sytuacji: starszy brat chłopca jako niemowlę miał liczne złamania, w tym kości czaszki. Sprawą zajmują się prokuratura i sąd, a do postępowania włączyła się Rzeczniczka Praw Dziecka.
Fot. ilustracyjne. Sutipok/pixabay.com. U chłopca doszło do zatrzymania oddechu i krótkotrwałego zatrzymania krążenia.

Tragiczną historię małego chłopczyka z Pruszkowa opisał serwis gazeta.pl. 8 lipca dwumiesięczny Olaf został przyjęty do Dziecięcego Szpitala Klinicznego UCK WUM w Warszawie. Początkowo podejrzewano, że podczas karmienia mogło dojść do zachłyśnięcia. Niedługo po przyjęciu stan niemowlęcia gwałtownie się pogorszył – doszło do zatrzymania oddechu i krótkotrwałego zatrzymania krążenia.

Złamania, krwawienie, wybroczyny

Lekarze zaczęli szukać przyczyny, ponieważ wyniki badań nie odpowiadały typowemu obrazowi zachłyśnięcia. Dziecko było mało przytomne, a jego stan od początku budził niepokój personelu. Dalsza diagnostyka wykazała stare złamanie żebra, krwawienie do ośrodkowego układu nerwowego oraz wybroczyny na dnie oczu. Jak przekazała serwisowi gazeta.pl lekarka opiekująca się dzieckiem dr Magdalena Mierzewska-Schmidt, taki zestaw obrażeń mógł wskazywać, że niemowlę było potrząsane, podduszone albo doszło do obu tych mechanizmów.

Ciężkie obrażenia

Kluczowy moment nastąpił podczas sprawdzania historii leczenia dziecka. Lekarka odkryła, że w dokumentacji szpitala znajduje się także historia starszego brata Olafa.

Sześć lat wcześniej, jako czteromiesięczne niemowlę, chłopiec również trafił do tego samego szpitala. Początkowo miał zaburzenia świadomości, a później został ponownie przyjęty z rozległymi obrażeniami. Jak wynika z relacji lekarki, miał złamane żebra, kończyny oraz kości czaszki. Tamta sprawa została umorzona wobec niewykrycia sprawcy. Chłopiec przebywał później w pieczy zastępczej i pod opieką babci, a następnie wrócił do rodziców. Teraz w tej samej rodzinie pojawiła się kolejna sprawa dotycząca ciężkich obrażeń niemowlęcia.

RPD sprawdza, co wydarzyło się wcześniej

Sprawą zainteresował się również serwis Fakt.pl. Reporterzy poinformowali, że interwencję podjęła Rzeczniczka Praw Dziecka Monika Horna-Cieślak. Jej biuro przekazało, że działania w tej sprawie prowadzone są wielotorowo. RPD skierowała pisma m.in. do właściwego miejskiego ośrodka pomocy społecznej i szpitala. Zgłosiła również udział w postępowaniu rodzinnym oraz zwróciła się o udostępnienie akt wcześniejszej sprawy, aby sprawdzić, czy prawa i dobro dziecka zostały wówczas należycie zabezpieczone.

To właśnie historia starszego brata stawia dziś szczególnie trudne pytania. Dlaczego informacje o wcześniejszych, bardzo poważnych obrażeniach dziecka nie doprowadziły do trwałego zabezpieczenia rodziny przed kolejnym zagrożeniem? I czy instytucje miały możliwość skutecznego przekazania sobie informacji? Na te pytania ma odpowiedzieć m.in. analiza dokumentacji.

Rodzice mają zakaz zbliżania się do dzieci

W sprawie zastosowano środki zabezpieczające dzieci. Policja objęła rodziców zakazem zbliżania się do starszego syna na odległość co najmniej 100 metrów. Chłopiec trafił pod opiekę dziadków. Z kolei Sąd Rejonowy w Pruszkowie przedłużył zakaz zbliżania się rodziców do młodszego dziecka. Obowiązuje on do czasu wydania orzeczenia kończącego postępowanie w pierwszej instancji. Sąd rodzinny zajmuje się również ustaleniem przyszłego miejsca pobytu dziecka i osób odpowiedzialnych za jego opiekę.

Źródło: gazeta.pl, fakt.pl

Facebooktwitterredditpinterest