Tagi: Oscar

Z oscarowych salonów za kierownicę autobusu. Niezwykła historia Igora Sigowa w Grodzisku Mazowieckim

Jeszcze niedawno błyszczał na scenach teatralnych i filmowych festiwalach, dziś wozi pasażerów ulicami Grodziska Mazowieckiego. Historia Igora Sigowa pokazuje, jak przewrotny potrafi być los – i jak wiele można zacząć od nowa w Polsce.
Fot. Facebook/Igor Sigow. Czasem pasażerowie rozpoznają w kierowcy autobusu uznanego aktora.

Jeszcze kilka lat temu był jedną z największych gwiazd białoruskiego kina i teatru. Kilka tygodni temu Igor Sigow zaczął nowy rozdział życia – jako kierowca autobusu w Grodzisku Mazowieckim. Informacją o swojej nowej pracy podzielił się w mediach społecznościowych, zaskakując fanów i znajomych.

– Co nowego u mnie? Dziś jest mój pierwszy dzień pracy jako kierowca autobusu. Odnalazłem kolejne hobby. Czemu nie? Polska daje takie możliwości, żeby znaleźć coś dla duszy – napisał aktor na Facebooku. Brzmi jak scenariusz filmu? A jednak to prawdziwe życie.

Igor Sigow to postać doskonale znana w swojej ojczyźnie. Przez lata był związany z najważniejszymi teatrami w Mińsku, a jego kariera obejmowała zarówno występy aktorskie, jak i pracę reżyserską. Zdobywał nagrody państwowe i uznanie publiczności.

Międzynarodową rozpoznawalność przyniosła mu rola w filmie „Drzwi” – irlandzkiej produkcji nominowanej do Oscara w 2010 roku. Dla wielu był symbolem sukcesu i artystycznego spełnienia.

Wszystko zmieniło się po 2022 roku. W obliczu wojny w Ukrainie – kraju, z którego pochodzi jego żona – Sigow zdecydował się opuścić Białoruś. Para przeniosła się do Polski, zaczynając życie od zera.

Najpierw pracował jako taksówkarz w Warszawie. Teraz zrobił kolejny krok – zasiadł za kierownicą autobusu w Grodzisku Mazowieckim. Jak sam przyznaje, jego grafik nie odbiega od realiów branży: jednego tygodnia pracuje od 13:00 do 23:00, w kolejnym zaczyna zmiany od rana.

Zdarza się, że pasażerowie rozpoznają w nim aktora. Inni dowiadują się przypadkiem – choćby sprawdzając jego nazwisko w internecie. – O mój Boże! – miał zareagować jeden z pasażerów, który odkrył, kim jest kierowca.

Dla wielu to historia niemal niewiarygodna. Człowiek, który jeszcze niedawno chodził po czerwonym dywanie, dziś sprawdza bilety i pilnuje przystanków. Sigow nie ukrywa jednak, że traktuje swoją obecną pracę z dystansem i otwartością. Jak sam mówi – to kolejne „hobby”, które daje mu satysfakcję.

I choć jego historia ma w sobie nutę goryczy, jest też dowodem na coś innego – że w Polsce można zacząć od nowa. Nawet jeśli wcześniej było się gwiazdą.

Bo czasem życie zmienia scenariusz szybciej niż najlepszy reżyser.

Źródło: Onet, Facebook/Igor Sigow, ZM