To miało być nowe otwarcie. Robert M., 44-latek, po kilku latach spędzonych w Wielkiej Brytanii wrócił do Polski, by zacząć od nowa. Los okazał się jednak bezlitosny. W poniedziałkowy wieczór, 13 października 2025 roku, przy ul. Królewskiej doszło do tragedii, której szczegóły budzą grozę. O zbrodni poinformował serwis fakt.pl.
Z mieszkania wyniesiono ciało. Na ciele – ślady pobicia
Około godziny 20:00 służby otrzymały zgłoszenie o pożarze. Na miejsce natychmiast ruszyli strażacy, którzy w jednym z płonących pomieszczeń natrafili na nieprzytomnego mężczyznę. Reanimacja trwała kilkanaście minut, ale życia Roberta M. nie udało się uratować. Już pierwsze oględziny ciała wzbudziły niepokój – na jego ciele widoczne były liczne ślady pobicia. Ofiara miała rozległe obrażenia głowy i klatki piersiowej. Jak się później okazało, nie był to zwykły pożar. Płomienie mogły zostać celowo wzniecone, by zatrzeć ślady brutalnego zabójstwa.
Ciosy pięścią, krzesłem, a potem… jego szczątkami
Informacje przekazane przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie są szokujące. Według ustaleń śledczych, Robert M. został zaatakowany przez dwóch mężczyzn – Kamila Z. (38 l.) i Wojciecha K. (42 l.). Motyw? Na razie pozostaje nieznany. Rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie Piotr Antoni Skiba przekazał serwisowi Miejski Reporter, że sprawcy działali wspólnie i z zamiarem bezpośrednim pozbawienia życia. Bili ofiarę pięściami, kopali, a następnie uderzali krzesłem. Gdy mebel się rozpadł, mieli dalej katować mężczyznę jego elementami.
Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną śmierci były masywne urazy głowy i klatki piersiowej. Ślady sugerują użycie narzędzi tępokrawędzistych o podłużnym kształcie – dokładnie takich, jakie mogły powstać po rozłamaniu drewnianego krzesła.
Po wszystkim – ogień. Próba zatarcia śladów?
Zaledwie chwilę po śmierci Roberta w budynku wybuchł pożar. Czy był to nieszczęśliwy zbieg okoliczności? Śledczy nie mają wątpliwości – ogień mógł być celowo podłożony. Może to być próba zatarcia śladów przestępstwa.
Na miejscu zabezpieczono dowody, w tym fragmenty nadpalonego wyposażenia oraz odciski palców. Biegli z zakresu pożarnictwa mają jednoznacznie określić źródło ognia.
Sprawcy za kratkami. Grozi im dożywocie
Już dwa dni po zdarzeniu policja zatrzymała dwóch podejrzanych. Kamil Z. i Wojciech K. trafili do aresztu. 16 października Sąd Rejonowy w Grodzisku Mazowieckim zastosował wobec nich trzymiesięczny areszt tymczasowy.
Obaj usłyszeli zarzut zabójstwa z art. 148 § 1 kodeksu karnego. Grozi im kara nawet dożywotniego pozbawienia wolności. Śledczy prowadzą dalsze czynności, w tym planują badania psychiatryczne podejrzanych i kolejne ekspertyzy biegłych.
Zwyczajny człowiek, tragiczna śmierć
Robert M. nie był postacią znaną. Ot, jeden z wielu, którzy wyjechali za granicę „za chlebem”, a potem – z różnych powodów – wrócili. Wiadomo, że w ostatnim czasie zmagał się z problemami finansowymi i kryzysem bezdomności. Czy znał swoich oprawców? A może był przypadkową ofiarą? Na te pytania odpowiedź przyniosą najbliższe tygodnie.
Jedno jest pewne – Grodzisk Mazowiecki nie pamięta równie brutalnej zbrodni od lat. Mieszkańcy nie kryją szoku.
Śledztwo trwa. A my zadajemy sobie pytanie: dlaczego musiał zginąć człowiek, który szukał drugiej szansy?
Źródło: fakt.pl, Miejski Reporter









